wolnelewo
Wolnelewo to projekt publicystyczny tworzony przez Xaviera Wolińskiego zawierający opinie i analizy na tematy związane z polityką, kwestiami społecznymi, gospodarką, a czasem także historią.
Mimo że jestem też na innych social mediach, bo tak widzę swoje zadanie - siać ferment tam, gdzie wciąż są ludzie, to nie przestaję propagować Mastodona, jeśli tylko widzę, że ktoś ma już dość wynalazków Zuckerberga i placu zabaw Muska.
Uważam też, że instytucje publiczne szczebla krajowego i lokalnego, oraz politycy i partie, powinny mieć nakaz publikowania komunikatów, jeśli chodzi o social media, wyłącznie na Mastodonie na swoich serwerach. Tu i nigdzie indziej, u żadnego techbrosa.
Wówczas szybko przeniósłby się tu dziennikarzy, bo nie dałoby się śledzić na bieżąco tego, co dzieje się w polityce, bez obecności na Mastodonie. A razem z nimi przyszliby ich czytelnicy.
Europa powinna zacząć działać, a nie tylko gadać na panelach dyskusyjnych, że trzeba budować "cyfrową suwerenność" względem Stanów.
Xavier Woliński
Podsumujmy ostatnie dokonania lidera światowej prawicy Donalda Trumpa. Obraził w zasadzie wszystkich. Lewaków, wiadomo, osoby LGBTQ, wiadomo, mniejszości etniczne, wiadomo. Ale oprócz tego, większość krajów świata, w tym tak blisko związane z USA, jak Kanada (oprócz Rosji i Korei Północnej, do których od dawna ma "miękkie serce"). Ale także weteranów wojennych, dziennikarzy rozmaitych mediów (w tym także ostatnio łajał z nazwiska niektórych influenserów i podkasterów z kręgów MAGA, naukowców... Ateistów chyba nie uważa w ogóle za godnych, ale obraził też katolików (ostatnio zasłynął potyczkami z papieżem), generalnie wielu chrześcijan (przebierając się za Jezusa), muzułmanów. Wychodzi tak mniej więcej parę miliardów ludzi.
My tu jesteśmy na etapie przeżywania, jak prawactwo dewastuje świat, ale tak sobie myślę, że Trump, który miał być "odnowicielem USA" przypomina coraz bardziej późnego Breżniewa. Może jeszcze będzie paru "genseków" po nim, ale to już nie będzie to samo. Potem może pojawi się jakiś Gorbaczow, który będzie próbował to uratować, ale tylko przyspieszy rozkład.
Pewien trend się kończy, choć nie wiadomo, ile jeszcze szkód przyniesie. Jednak już coraz częściej słyszę, że "trumpizm", czy jak to niektórzy nazywają nie do końca trafnie "prawicowy populizm", to NIE JEST PRAWDZIWA PRAWICA LEWAKU. A ja jeszcze pamiętam czasy, kiedy dla tych samych osób, to była najprawdziwsza prawica i super, że lewaków boli odwłok, jak widzi Trumpa. A teraz jeden po drugim się odcinają, bo wiedzą, że to wszystko zmierza prosto do zsypu.
Cała ta "prawicowa rewolucja" nie generuje już nowych idei, nie niesie obietnicy "antysystemowej zmiany", jak jeszcze dziesięć lat temu. Skończyło się błazenadą i gerontokracją. Już nawet biznes nie jest tak entuzjastyczny, jak na początku. Dostał cięcia podatków, ale teraz awanturnictwo przynosi im straty. Na zapleczu już trwa wojna domowa nad przejęciem masy upadłościowej przez różne frakcje prawicy.
Jedno jest pewne, bycie radykalnym prawicowcem przestaje być tak "seksi" jak jeszcze dziesięć-piętnaście lat temu, choć oczywiście nadal pozostaną jacyś "zawsze wierni". A przecież Trump z ekipą jeszcze nie skończyli. Jeszcze rok, dwa znęcania się nad światem i sytuacja będzie jeszcze trudniejsza dla prawicy na prawo od liberałów, tak bardzo ludziom dadzą w kość, że nawet straszenie migrantami, 5G i demonami może nie pomóc.
Xavier Woliński
"Tzw. „przedsiębiorców” w Polsce jest maksymalnie 3 miliony i to wliczając w to fikcyjne JDG (czyli de facto pracowników). Osób LGBT jest więcej, bo niemal cztery miliony, według raportu IPSOS z 2024 roku. Ale można te osoby olać, bo konserwa z KO musi pilnować swojego ideologicznego sztandaru, zachowując naciągany „liberalizm” tylko do kwestii gospodarczych".
Cały tekst:
https://wolnelewo.pl/konserwa-z-ko-uznala-ze-miliony-osob-lgbt-mozna-olac/
„Niedasizm”, który jest znakiem firmowym KO, nigdy nie był żadną obiektywną przeszkodą i dotyczy tylko wybranych spraw, które akurat nie pasują konserwie. Ten rząd jest o wiele bardziej na prawo od większości opinii publicznej, a siła KO wynika tylko i wyłącznie ze sprytnej psychomanipulacji, którą skutecznie stosują od lat na parę tygodni przed wyborami („jak nie my, to koniec świata, Polski, demokracji, wolnych sądów”, itd.), a co jest wzmacniane przez niektóre zaprzyjaźnione media. W czasie wyborów Tusk przebiera się za „czułego demokratę”, a po wyborach realizuje program PiS light, a od czasu do czasu PiS hard. I co parę lat na ten sam zgrany numer dają się nabierać, wydawałoby się, inteligentni ludzie.
Cały tekst:
https://wolnelewo.pl/rzad-kombinuje-jak-utrzymac-prawicowa-hegemonie-w-polsce/
Manifa we Wrocławiu. Było walecznie, było podniośle, były konkretne przemówienia. Były hasła "To nie jest kraj do rodzenia dzieci", "Kiedy państwo nas nie chroni, swojej siostry będę bronić", "Każda władza kobiety zdradza", "PiS, PO, dla kobiet jedno zło".
I na zakończenie, jakby chcąc potwierdzić te słowa, policja rozbiła Manifę, bo kobiety odpaliły trzy race. Trzy race i rozbijanie manifestacji, wyciąganie przypadkowych osób i wleczenie kobiet do wozów. Wleczenie kobiet, w dzień kobiet. Imaginujcie sobie.
Ktoś powie, prawo. Otóż prawo działa tylko względem słabszych lub takich, które państwo postrzega jako słabe. Setki, jeśli nie tysiące rac na marszach nacjonalistów to co innego. Im można.
Niech mi nikt nie opowiada, że coś poprawiło. Ile lat mam jeszcze oglądać kobiety wleczone do policyjnych wozów, oślepiany przez ich dyskotekowe światła?
"Naczelny Sąd Administracyjny wydał przełomowy wyrok, nakazując polskim urzędom wpisanie do krajowych ksiąg zagranicznego aktu małżeństwa pary jednopłciowej".
Ktoś mi zarzucił ostatnio, że moje teksty są "za długie" i nie trafiają przez to "do mas". Nie wywołują emocji, nie płyną zgodnie z rytmem wyznaczanym przez algorytmy, gdzie wszystko musi być przekazywane na krawędzi histerii.
Od początku istnienia tego projektu, zdaję sobie sprawę, że moje teksty jak na media tzw. "społecznościowe" są relatywnie długie. Ale przecież te kilka czy kilkanaście akapitów to realnie żadna "ściana tekstu". Sam fakt, że ktoś może to odbierać jako bardzo długą formę, świadczy o tym, jak bardzo szatkownica "socialmediowa" pokawałkowała ludziom zdolność do utrzymywania koncentracji uwagi nad czymś dłuższym niż jeden akapit.
Nie zamierzam sztucznie kondensować informacji, które tu przekazuję. Zwłaszcza że nie chodzi o proste przekazanie krótkiej informacji (np. "Kaczyński powiedział, że Tusk powiedział"), ale raczej próba stworzenia powiązań pomiędzy tymi drobinkami danych. Tymczasem Internet zamienia się powoli w kolaż chaotycznych pigułek informacyjnych (a często i dezinformacyjnych), które tworzą w głowach ludzi specyficzną sałatkę. Efektem tej mieszanki są potem takie, a nie inne decyzje polityczne.
Aż tu nagle dochodzi do poważnego kryzysu krajowego czy międzynarodowego, świat się staje niezrozumiały, kilkudziesięciosekundowe rolki nie wyjaśnią, co się dzieje, jakie są prognozy rozwoju sytuacji, ani też jak ewentualnie sobie z tym kryzysem próbować poradzić, jakie są drogi wyjścia. I przede wszystkim, co to wszystko znaczy dla zwykłego zjadacza chleba.
Te krótkie treści żerują też na treściach dłuższych. Przecież gdyby nie praca np. dziennikarzy w terenie, publicystów, speców, naukowców, którzy próbują zrozumieć, a nie tylko wywoływać emocje, to przecież twórcy tych poszatkowanych form nie mieliby z czego czerpać.
A jednocześnie praca tych ludzi zajmujących się czy to długimi formami, czy pracą w terenie jest coraz gorzej wyceniania w związku z upadkiem dawnej formy finansowania mediów. Żaden dziennikarz śledczy ani żaden sensownie sklejający do kupy różne wątki publicysta nie jest tak dobrze wyceniany w nowym „cyfrowym kapitalizmie”, jak karmiący publikę emocjami influenser. Dlatego więcej młodych osób, chce zostać influenserami, a nie dziennikarzami.
Ludzie futrują się codziennie tysiącami takich kilkudziesięciosekundowych wrzutek i czują się zorientowani w tym, co się dzieje na świecie. Skoro ktoś spędził trzy godziny na TikToku, Insta czy X i wchłaniał tam wrzutki na temat Bliskiego Wschodu, kryzysu paliwowego czy kolejnej afery w USA, to czy to znaczy, że jest tak samo dobrze poinformowany, jak ktoś, kto np. przeczytał w tym czasie dwa dłuższe artykuły analityczne, albo rozdział fachowej książki?
Obawiam się, że zmiany w psychice mogą być bardzo trwałe i za jakiś czas większość ludzi po prostu nie będzie w stanie utrzymać uwagi dłużej niż minuta albo pięć nad jakimś tekstem czy zadaniem. A więc jest obawa, że tacy jak ja, którzy piszą i czytają dłuższe teksty, po prostu całkiem wyginą jak dinozaury.
A może jednak nie? Może jednak zawsze będzie grupa, która w wyniku przebodźcowania będzie szukała czegoś spokojniejszego, dłuższego, bardziej pogłębionego? Mam taką nadzieję, bo życie w tej sieczkarni z rozhisteryzowanymi ludźmi biegającymi w panice dookoła bardzo by mi nie odpowiadało. Jakieś grono ludzi, bez względu na poziom wykształcenia i zamożności, będzie szukało przewodników po tym rosnącym chaosie. Albo, jeśli nie przewodników, to ludzi, którzy przynajmniej zadają sensowne pytania, które potem można w ciszy samemu rozważyć.
Problem w tym, czy to już nie będzie nisza niszy? Na pewno to już nie będzie zjawisko masowe. Poważne analizy czy rozważania już teraz można najczęściej przeczytać za paywallami. Tam się coraz częściej toczą debaty na temat przyszłości świata, za zamkniętymi dla większości drzwiami. To w oczywisty sposób grozi umocnieniem elit i dalsze rozwarstwienie. Na tych, którzy coś wiedzą, bo mają dostęp do coraz droższej sprawdzonej informacji oraz pogłębionej analizy; i na tych którzy są skazani na pozornie darmową, ale często małowartościową papkę podlaną emocjami, kierowaną do nich przez zmanipulowane algorytmy.
Właśnie zorientowałem się, że piszę już dziesiąty akapit, czyli chyba już na granicy percepcji współczesnego człowieka. Trzeba jednak próbować jakoś „złamać” ten system. Samo pojawienie się „ściany tekstu” na zasadzie kontrastu może kogoś tak zaskoczyć, że kliknie dalej. Nie poddam się tak łatwo w każdym razie. Może jest jeszcze trochę osób, które są w stanie dotrwać do końca tego, wcale niedługiego, tekstu.
Xavier Woliński
Jednym ze sposobów walki z zamknięciem wszystkiego za paywallem, jest wspieranie takich projektów, otwartych dla wszystkich, jak Wolnelewo:
https://patronite.pl/Wolnelewo
Na Węgrzech "prawak zastąpił prawaka, eks-fideszowiec fideszowca i poza pewnymi zmianami w polityce zagranicznej nie liczyłbym na wielkie przełomy. Rozczarowanie może przyjść równie szybko, jak w Polsce".
https://wolnelewo.pl/co-zmienila-wygrana-wegierskiej-opozycji/
"Trump niedawno: – Europa! Żałosna jesteś i dwulicowa. Nara.
Trump dzisiaj: – Hej, chcesz mi pomóc z Ormuzem? Mam chorą wojnę i ceny paliw".
Zapraszam do lektury:
https://wolnelewo.pl/trump-zada-od-europy-wlaczenia-sie-do-wojny-z-iranem/
"Nie mam żadnej przyjemności w czytaniu kolejnych informacji o zwolnieniach w mediach. Z zasady nie cieszę się ze zwolnień.
Niemniej jednak jest to niezwykłe odczucie, kiedy dotyczy to mediów, które stanowiły „forpocztę” opowieści neoliberalnej na temat robotników, jako „homosovieticusów”, „ludzi zbędnych”, no i przecież szkoły zawodowe to „fabryki bezrobotnych”.
Polska transformacja była bezlitosna dla pracowników zamykanych PGR-ów, stoczni, czy ogólnie rzecz biorąc, wielkich zakładów przemysłowych. Ówczesny establishment medialny często legitymizował tę brutalność, tłumacząc ją „koniecznością dziejową” i „niewidzialną ręką rynku”. Jedyne co miał do zaoferowania na stronach dodatku „Praca” to „gonienie trendów”, wieczne „przekwalifikowanie się”, ponieważ człowiek musi w obecnej fazie kapitalizmu rewolucjonizować swoje życie bezustannie. Musisz być bardziej elastyczny na rynku pracy. Tak bardzo, że zamieniasz się w człoweka-gumę, plastelinę".
Trump w przerwie rzekomego "kończenia wojen" rozpoczyna kolejne.
USA i Izrael właśnie powróciły do bombardowania Iranu. Wzywają Irańczyków do powstania, ale kiedy ostatnio posłuchali zginęły ich tysiące i żadnej pomocy nie uzyskali, bo z perspektywy polityków wszystkich tych krajów nie stanowią autonomicznej siły z których interesami należy się liczyć. Dotyczy to też polityków irańskich, zainteresowanych głownie utrzymaniem się u władzy bez uwzględnienia podmiotowej roli poddanych.
Niestety tak jak w przypadku Wenezueli, czy innych krajów los zwykłych ludzi jest obojętny dla władców tego pogrążającego się w coraz większym chaosie świata. W każdym razie, cokolwiek myślimy o irańskiej władzy, nic dobrego z wojen napastniczych nie wynika.
Część osób uważa, że mój wczorajszy tekst o sytuacji w mediach (i sytuacji białych kołnierzyków) mógł być odebrany jako krytyka także szeregowych dziennikarzy, a przecież to ich w pierwszej kolejności zwalniają, a zostają gwiazdy, które miętolą ten sam tekst pochwalny ku chwale kapitału i neoliberalizmu.
To wszystko prawda. Zazwyczaj zwalniają w pierwszej kolejności szeregowców, ewentualnie podoficerów, ale po to, żeby za chwilę zatrudnić nowych, najczęściej na gorszych warunkach niż poprzedników. Tak mielą młyny kapitalizmu.
Oczywiście z każdą taką zmianą, następuje pewne, czasem mniej, czasem bardziej, pogorszenie jakości. Ale dopóki się spina w kwartalnym czy rocznym sprawozdaniu, gdzie można wykazać oszczędności i wzrost, to kogo to obchodzi?
Nie jest jednak tak, że ta maszyna może sobie poradzić bez tych szeregowców i podoficerów. To właśnie na nich w ogóle jeszcze funkcjonuje. Wszędzie, ale w branży medialnej szczególnie. Bez pracy np. reporterów, którzy biegają fizycznie "po ulicy", albo dziennikarzy śledczych, którzy wyniuchają jakiś przekręt i których nie da się zastąpić LLM-ami, gwiazdy dziennikarstwa nie tylko nie miałyby czego komentować, ale nikt by nie kupował egzemplarza, czy dostępu za paywalla do danego medium. Zwłaszcza w czasach, kiedy można sobie takie mało odkrywcze i powtarzalne paplanie wygenerować samodzielnie w czacie, albo poczytać za darmo na social mediach.
To, o co chodziło w tym tekście, to raczej ostrzeżenie dla tych, którzy w tym młynie jeszcze funkcjonują, żeby nie byli już tak naiwni, jak poprzednie pokolenia. Korpo was wyciśnie, a potem wypluje. Świadomość tego, to coś, co się kiedyś nazywało "świadomością klasową", czyli świadomością swojej pozycji w ramach tej piramidy. A wraz z tą świadomością, powinna przyjść chęć, a nawet konieczność sabotowania tejże konstrukcji.
Jak to zrobić? Ano częściej próbować przepchnąć materiał, tekst, lub nawet choćby jeden akapit, jedno zdanie, które może zasiać wątpliwość czytelnika i czytelniczki we wspaniałość tego systemu. Można zaprosić gościa, który to zrobi nawet sprawniej, np. zamiast kolejnego bałchwochwalczego "eksperta" z banku czy korpo, można zapytać związkowca, aktywistkę, działacza, zwłaszcza z prowincji, albo krytycznego naukowca, albo kogoś, kto ma coś do powiedzenia więcej niż powtarzanie tych samych sloganów, które tak przypadkiem tylko uzasadniają jego pozycję w tym młynie i to, że jemu zapraszanie na łamy należy się w zasadzie z urodzenia. Nie robiąc takich wyłomów obracamy się wśród tych samych kilku nazwisk, głównie z Warszawy, które objaśniają nam świat.
To jest mały sabotaż, ale stosowany systematycznie np. przez całe pokolenie dziennikarzy i dziennikarek może wreszcie poskutkować jakąś zmianą.
Czy to naiwne? Pewnie tak. Ale może ktoś to powinien napisać mimo wszystko.
Xavier Woliński
"Z jednej strony pan Cejrowski odkrywa, że Trump łże, a z drugiej pan Trzaskowski odkrywa, że prawa człowieka to nie jest tylko jakieś tam hasełko wyborcze i że unijne prawa osób LGBT jednak trzeba wdrażać w praktyce. I klops".
https://wolnelewo.pl/tydzien-szokujacych-odkryc-trump-jest-trumpem-ko-to-konserwa/
Dlaczego młodzi ludzie nie mogą mieć fajnych rzeczy i bezpieczeństwa zatrudnienia oraz przestać być darmową czy półdarmową siłą roboczą?
https://wolnelewo.pl/kapital-wciaz-chce-widziec-mlodych-jako-darmowa-sile-robocza/
Pierwsze 100 godzin wojny z Iranem kosztowało USA 3,7 miliarda dolarów, ponad 890 milionów dolarów dziennie, według analizy Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych.
Obecnie liczba osób bez ubezpieczenia zdrowotnego w Stanach Zjednoczonych szacowana jest na ok. 30-31 milionów.
1 stycznia 2026 roku wygasły rozszerzone subsydia do składek w ramach Affordable Care Act (ACA). Według szacunków Congressional Budget Office (CBO), samo to wydarzenie wypchnęło z systemu ubezpieczeń od 3,8 do 4 milionów osób na przełomie 2025 i 2026 roku ze względu na skokowy wzrost kosztów polis.
To się komentuje samo, ale warto zaznaczyć, że to też są ukryty koszt wojny i absurdalnego poziomu zbrojeń. Koszt alternatywny można powiedzieć.
Mało kto w USA rozumie, po co jest ta wojna z naczelnymi tubami medialnymi MAGA włącznie. Jedyny plus z tej awantury jest taki, że najprawdopodobniej Republikanie słono zapłacą za to awanturnictwo, a polityczne wahadło może wkrótce pójść tam w zupełnie przeciwnym kierunku i wcale nie mówię tu o libkowym "centrum".
Xavier Woliński
Myślę, że ta kamienica powinna stać się symbolem obecnej Polski.
"Lęki liberałów o swoje tuby są tu mniej istotne. Istotny jest fakt, że świat, który pomagali współtworzyć, zamienia się w antyutopię, przed którą ostrzegała lewica. Skoncentrowany kapitał, to skoncentrowana władza. A koncentracja światowego kapitału wygląda tak, że liberałowie z Polski boją się sympatii jakiegoś faceta, czy jakiejś rodziny z USA, która akurat przypadkiem (założę się, że oni nawet nie wiedzą, że coś takiego jak TVN istnieje) przejmuje, w pakiecie z mnóstwem innych, ich ulubioną stację, która podziela to uczucie z wzajemnością.".
https://wolnelewo.pl/rodzina-bliska-trumpowi-moze-przejac-tvn-i-cnn/
Chcecie dowiedzieć się czegoś o pracy kuriera, który dowozi wam jedzenie do serialu? Zapraszam do lektury.
Początkowo myślałem, że napiszę tekst o dyrektywie ws. platform cyfrowych. Ale po rozmowach z różnymi pracownikami uznałem, że o wiele lepszym pomysłem jest oddanie głosu ich przedstawicielowi. Dlatego zamiast tekstu, jest moja rozmowa ze Stanisławem Kierwiakiem ze związku zawodowego OPZZ Konfederacja Pracy.
"To, co ma największe szanse na wywołanie protestu, to nawet nie są złe warunki pracy czy niskie stawki, tylko poczucie, że ktoś nas robi w konia. A platformy ciągle zmieniają zasady wynagradzania i prawie nigdy nie jest to przedstawione w przejrzysty sposób".
https://krytykapolityczna.pl/kraj/dyrektywa-praca-platformowa-polska-kurierzy-prawa/
Nawrocki wczoraj w oświadczeniu pośrednio poparł Tuska w kwestii osłabiania reformy PIP. Nie rokuje to dobrze na przyszłość. Na nic lepszego ze strony klasy politycznej nie ma co liczyć, organizacje pracownicze muszą walczyć dalej.
Tekst na ten temat:
https://wolnelewo.pl/reforma-pip-podpisana-przez-prezydenta-ale/
Nowy tekst w Krytyce Politycznej. Jakiś czas mnie tam nie było, ale jak się pojawiłem to od razu w kwestiach egzystencjalnych :-).
"Po tym, jak kapitalistyczny wampir wyssie z nas nawet nasze wzorce zachowań, zacznie symulować poparcie dla samego siebie. Miliony botów będą „w naszym imieniu” lajkować wytwory korporacyjnych działów marketingu, nawet jeśli my sami dawno będziemy wypaleni i pozbawieni złudzeń. Albo martwi".
https://krytykapolityczna.pl/swiat/symulacja-zmarlych-uzytkownikow-meta-social-media/
Cena ropy Brent wzrosła dzisiaj do 115 dol. za baryłkę. Wygląda na to, że magia słów Donalda Trumpa opowiadającego, że wszystko jest pod kontrolą i w zasadzie Stany już wygrały wojnę z Iranem, przestaje działać. A może być jeszcze "weselej", bo amerykańskie jastrzębie szykują się do inwazji lądowej na wyspy w kluczowej cieśninie Ormuz blokowanej przez Iran. Prezydent USA opowiada już nawet w mediach, że teraz nazywa się "cieśniną Trumpa". Chyba czuje się już jej zdobywcą.
Tymczasem niepokój społeczny w Polsce powoli się gromadzi, a jednocześnie rząd wchodzi w to wszystko ze słabą "poduszką społeczną". Z najnowszego, marcowego sondażu CBOS wynika, że aż 51 proc. badanych sceptycznie ocenia politykę gospodarczą rządu.
Ekipa rządząca próbuje kupić trochę czasu Pakietem CPN. Obniża on VAT i akcyzę, zamraża ceny na dystrybutorach i dorzuca podatek od nadmiarowych zysków dla koncernów. Ma to powstrzymać bogacenie się spółek na wojennym kryzysie i sfinansować koszt pakietu CPN, który wynosi niemal 5 mld zł tylko w drugim kwartale. Jeśli jednak dojdzie do jakiejś formy inwazji i co za tym idzie totalnej odpowiedzi Iranu, ten plan może się rozsypać.
Szok podażowy dopiero nas czeka, a lęki społeczne dotyczą także poziomu usług publicznych, zwłaszcza ochrony zdrowia. Blisko co drugi ankietowany wprost deklaruje brak wiary w to, że w razie poważnej choroby otrzyma na czas odpowiednią pomoc w publicznym systemie ochrony zdrowia. A 85 proc. Polaków uważa, że system ochrony zdrowia w Polsce wymaga gruntownych zmian - wynika z badania SW Research dla portalu Rynek Zdrowia. W Polsce obawa przed zapaścią ochrony zdrowia przewyższa nawet lęk przed wojną. Jeśli więc rządowi przyjdzie do głowy "genialny plan", żeby w sytuacji kryzysu finansować inne wydatki jeszcze większym głodzeniem ochrony zdrowia, to w zasadzie ma pozamiatane.
Wszystko powyższe bowiem tworzy mieszankę bardzo silnych lęków egzystencjalnych, które mogą wysadzić obecną koalicję z siodła w przyszłym roku. Zwłaszcza jeśli realnie nie zacznie zajmować się niwelowaniem nie tylko kłopotów paliwowych czy zbrojeniowych, ale lęków o własne zdrowie. Tymczasem nie widać, żeby rząd w ogóle traktował to poważnie.
Xavier Woliński
Widziałem wczoraj piękne zdjęcie. Zmierzch nad portem Maskat w Omanie. Ciepły blask portowych latarni i świateł pozycyjnych. Na spokojnej tafli, w nienaturalnym dla siebie bezruchu, stoją masowiec i tankowiec. Ich potężne, stalowe kadłuby - zazwyczaj będące w nieustannym ruchu i napędzające tryby globalnej gospodarki - teraz trwają niczym uwięzione lewiatany. Na pierwszym planie siedzą na rozkładanych leżakach dwaj mężczyźni w tradycyjnych omańskich nakryciach głowy i białych strojach.
Spokojnie obserwują stan zawału, jaki przechodzi kapitalistyczna gospodarka po tym, jak USA i Izrael zaatakowały Iran, a ten w odpowiedzi zablokował jedno z kluczowych wąskich gardeł, przez które przepływają codziennie tony paliw kopalnych, ropy i gazu, od którego uzależniona jest wciąż kapitalistyczna maszyneria. Chciałbym być teraz na miejscu tych dwóch panów, zachowując przy tym podobny stoicki spokój, rozmawiając z kolegą o kolejach losu i długim trwaniu.
Rynki energii obecnie przeżywają stan chaosu wywołany przez lęk, że towar nie zostanie dostarczony na czas i wchodzimy w moment szoku podażowego, jakiego dawno nie widziano. Wczoraj cena ropy Brent po raz pierwszy od lat przebiła "psychologiczną" barierę 100 dol. za baryłkę (w szczytowych momentach notowano drastyczne piki sięgające niemal 120 dol.). Trump wyszedł i zaczął opowiadać ludziom uspokajające historie, które sami chcieli usłyszeć, że już zaraz to wszystko się skończy i wszystko wróci do "normy", czyli dalej będziemy mogli spalać paliwa kopalne bez umiaru. To, że mu uwierzyli na słowo i cena spadła poniżej 100 dol., świadczy o tym, jak mało "rynki" mają wspólnego z "rozsądkiem".
Cały tekst:
https://wolnelewo.pl/stan-przedzawalowy-kapitalizmu/
"Jednak w huku spadających kamieni z serc, nie powinna zostać zagłuszona makabra słów wypowiadanych przez Trumpa. Nie można bezkarnie rzucać słów wzywających do popełniania zbrodni wojennych, czy wręcz ludobójstwa ze strony faceta, który ma do dyspozycji broń jądrową".
Dobranoc! Niech wam się dobry sequel przyśni. Teraz jesteśmy pomiędzy sezonami i trochę jest niepewnie, ale historia się jeszcze nie skończyła 🙂
"Projekt zakładał, że inspektor PIP, stwierdziwszy zatrudnienie przypominające etat, będzie mógł z urzędu, w drodze decyzji administracyjnej, przekształcić umowę B2B lub cywilnoprawną w umowę o pracę. Taka decyzja miałaby mieć rygor natychmiastowej wykonalności. Z perspektywy kapitału i polityków wyznających rozmaite wersje ultraliberalizmu nadwiślańskiego, byłoby to jak zmuszenie antyszczepionkowca do przyjęcia dawki preparatu. Zgroza! Uderzenie w fundament wiary. (...)
Okazuje się, że poważne potraktowanie istniejących przepisów prawa jest działalnością niemal wywrotową, która – gdyby wierzyć neoliberalnym wieszczom – skończy się masowym bankructwem i upadkiem gospodarki".
Polecam opisaną przeze mnie, pełną zwrotów akcji, burzliwą historię reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Od razu zaznaczę: reforma mimo jej osłabienia w toku prac, nie powinna być wetowana przez prezydenta, bo dodaje kilka istotnych zmian na plus, na które wskazuję w tekście.
Zapraszam do lektury:
https://krytykapolityczna.pl/kraj/reforma-pip-umowy-smieciowe-kontrola-rynku-pracy/
"Konfederacja tradycyjnie chce uderzać w prawa lokatorskie. Oczywiście w imię obrony przed „cwaniakami”, którzy rzekomo żyją jak pączki w maśle, chłepcąc posokę landlordów, najbardziej pokrzywdzonej grupy społecznej w kraju, zaraz obok kapitalistów i kleru".
https://wolnelewo.pl/konfederacja-znowu-przeciwko-niezamoznym/
„Słyszę te doniesienia medialne, że nie wiemy, jakie są nasze cele, i to jest bardzo frustrujące” – powiedział rozżalony Marco Rubio, sekretarz stanu USA w telewizji FOX News.
Faktycznie, brak wiedzy na temat tego, o co ci w ogóle chodzi, może być frustrujące. Równie frustrujący jest brak świadomości, o co chodzi twojemu pryncypałowi. Potem szef coś wygłasza, a ty wyglądasz przed kamerami jak zdezorientowany dzieciak. Musisz tłumaczyć, że to nie tak, że to inaczej. Wczoraj mówiłeś, że USA potrzebują sojuszników, dzisiaj musisz mówić, że sojusznicy są niepotrzebni.
Musisz opowiadać głupoty, że aby Iran nie zaatakował, musieliście zaatakować Iran i teraz potrzebujecie pomocy w obronie przed Iranem, który zaatakował z powodu waszego ataku. I to jest dowodem na to, że twój szef jest geniuszem, chociaż większość rozsądnych ludzi na tej planecie ma radykalnie odmienne zdanie na ten temat".
Cały tekst:
https://wolnelewo.pl/skapywanie-glupoty/
Tutaj załoga tajskiego frachtowca uwierzyła Trupowi w bajki o odblokowaniu Cieśniny Ormuz.
Wiara została skonfrontowana z fizyką.
Przypominam swój wczorajszy tekst na ten temat:
https://wolnelewo.pl/stan-przedzawalowy-kapitalizmu/
"Trzydniowa „specjalna operacja wojskowa” (tak, Trump używa tego rodzaju sformułowań, nauczył się od kolegi z Rosji), czyli wojna z Iranem idzie megawspaniale, wręcz bombastycznie".
O tym, jak idzie wspaniale:
https://wolnelewo.pl/specjalna-operacja-wojskowa-w-iranie-idzie-wspaniale-plona-zloza-gazu/
"Moskwa tymczasem doradzała sfingowanie zamachu na Viktora Orbána. Operacja typu „false flag” o kryptonimie „Gamechanger” miała na celu odwrócenie uwagi węgierskich wyborców od słabnącej gospodarki".
"Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako takimi. Aż tu ni stąd, ni zowąd, pojawia się niezwykła wystawa „Ukryte szczątki. Centralnie planowana architektura mieszkaniowa na wsi” w Muzeum Architektury we Wrocławiu".

































