raport z chodnika
#gliwice i reszta świata
Najpierw pieszo - potem reszta
Miasto to my
(post kierowany głównie do osób z FB, tutaj mirror)
Raport z wirtualnego chodnika.
Ktoś w Dolinie Krzemowej może sobie kiedyś po prostu wyciągnąć wtyczkę, a ja z coraz większą trwogą obserwuję, jak bardzo miejskie służby, radni i lokalne instytucje uzależniły się od działania jednej prywatnej platformy (anty)społecznościowej.
Pewnie, że warto korzystać z dobrodziejstw technologicznych, ale nie warto od nich uzależniać funkcjonowania społeczeństwa.
Tutaj toczą się lokalne dyskusje, komunikacja magistratu i rad dzielnic, zgłoszenia problemów służbom (?!), a czasem wręcz całe życie lokalne. Tutaj odbywają się też (tak zwane) konsultacje społeczne.
Mam wrażenie, że część osób prowadzących swoje profile albo nie dostrzega istnienia trolli (tych darmowych i tych opłacanych), fejkowych kont i multikont, albo zwyczajnie bierze internetowe komentarze bardziej serio, niż powinna. Pytanie, czy nadal potrafimy oddzielić prawdziwe życie od tego cyfrowego.
Wystarczy wyobrazić sobie, jaki obraz Gliwic ma osoba, która tu nie mieszka i poznaje miasto wyłącznie przez komentarze pod lokalnymi profilami informacyjnymi.
Do tego dochodzi jeszcze efekt kabiny pogłosowej — jeśli w naszej cyfrowej bańce wszyscy myślą podobnie, zaczynamy wzajemnie utwierdzać się w swoich przekonaniach i zamykać na inne punkty widzenia. Trudno o lepsze paliwo dla społecznej polaryzacji.
Warto normalizować brak socjali - to naprawdę jest okej nie mieć konta na platformach społecznościowych (napisał na platformie społecznościowej). Okej jest też ograniczać komentarze albo całkowicie je wyłączać, jeśli nie ma się czasu i zasobów na moderowanie hejtu czy trollingu.
Warto jest mieć też profil na otwartych platformach → @raportzchodnika@mastodon.com.pl
To nie są przejścia dla pieszych - to jedynie ślad po ich dawnym istnieniu.
Od kilku lat cała starówka objęta jest strefą zamieszkania. Dawne przejścia zniknęły ze znaków, ale zostały w bruku i w naszych przyzwyczajeniach. Dlatego to właśnie tam najczęściej przechodzimy i wciąż kurczowo trzymamy się dawnych chodników.
Ale w strefie zamieszkania zasady są proste: pieszy ma pierwszeństwo i może korzystać z całej szerokości drogi.
Jako kierowca jestem tam tak samo gościem, jak pieszy na drodze szybkiego ruchu. Dlatego jadę wolno, ustępuję w każdej sytuacji i nie sugeruję się „przejściami”, których już nie ma.
Jako pieszy korzystam z całej szerokości drogi - i do tego zachęcam innych.
Słupkoza - zjawisko, które zaczyna się jako forma leczenia, potem staje się objawem, a na końcu przeradza się w chorobę, która toczy miasto.
Każdy słupek jest smutnym świadectwem tego, że ktoś tu próbował lub próbował będzie zaparkować. Że bez fizycznej bariery (obok zakazów i prawa) — by się udało.
Większość tych miejsc i tak jest objęta zakazem:
za blisko skrzyżowania, przejścia dla pieszych, na drodze pożarowej czy zapobiegający jeździe wzdłuż po chodniku.
Słupki zastępują egzekwowanie przepisów. To dość jasny sygnał: system kuleje, służb nie wystarcza, a kary są zbyt niskie, żeby kogokolwiek powstrzymać.
Dla porównania:
zaparkowanie na przystanku — do 100 zł
wyrzucenie papierka na przystanku — do 500 zł
I potem dziwimy się, że miasto trzeba „uzbrajać” w słupki.
Samochody elektryczne nie powinny być dziś automatycznie zwolnione z opłat za parkowanie. Samochód elektryczny to ciągle samochód.
Ta ulga miała sens kilka lat temu — kiedy elektryków było niewiele i trzeba było zachęcić do ich zakupu. Od 2018 roku liczba aut elektrycznych w Polsce wzrosła z około 2,5 tysiąca do ponad 200 tysięcy. I będzie rosła dalej — choćby przez rynek wtórny.
W końcu stanie się to kosztowne dla miast i zacznie utrudniać rotację miejsc parkingowych.
Co więcej, system jest niespójny. Ulga nie dotyczy hybryd — nawet jeśli w mieście poruszają się wyłącznie na silniku elektrycznym i realnie nie generują emisji. W praktyce decyduje więc kolor tablic, a nie sposób użytkowania pojazdu.
Może warto oddać więcej decyzji samorządom? Może zwolnienia powinny obowiązywać tylko w wybranych strefach albo mieć limit czasowy? Może zamiast darmowego parkowania zainwestować w lepszą infrastrukturę - na przykład miejskie ładowarki?
Warto też pamiętać, że elektryki mogą korzystać z buspasów. I pewnie (oby) doczekamy momentu, w którym przestaną być one uprzywilejowane.
Na zdjęciu: elektryk z generatorem na paliwo. Czyli jednak… hybryda?
Debata nie w formacie „vs”, tylko w formacie „oraz”.
A co gdyby rozmawiać nie po to, żeby wygrać, ale żeby zrozumieć drugą stronę?
Słuchałem niedawno podcastu Radia Naukowego o “debacie krakoskiej” — formacie, który zamiast przerzucania się argumentami stawia na wspólne dochodzenie do wniosków i poznanie punktu widzenia rozmówcy. Rezonowało to z Treningiem Dobrej Rozmowy, który przechodziłem kilka miesięcy temu.
Brzmi tandetnie, a w praktyce dodatkowo bardzo ciężkie. Za to bardzo owocne.
Patrząc na lokalne dyskusje, często mam wrażenie, że celem nie jest rozwiązanie problemu, tylko wygranie rozmowy, zbicie kilku punktów politycznych. Podgrzewanie atmosfery, skłócanie, wrzucanie polityki do wszystkiego — to niestety standard. I to mieszkańcy płacą za to cenę.
Jeśli czytają to jacyś radni — jestem ciekaw: czy na poziomie samorządowym przechodzi się jakiekolwiek szkolenia z dobrej rozmowy?
Wesołych.
Źródła:
- https://www.fnw.org.pl/trening-rozmowy
- https://radionaukowe.pl/podcast/dyskusja-dlaczego-walczymy-zamiast-szukac-prawdy-dr-jakub-prus/
To nie jest dedykowana droga rowerowa.
Jeśli zdarza się Wam przesiadywać w pewnej popularnej kawiarni na ogródku, pewnie nieraz widzieliście, jak niewiele brakuje tam do potrącenia pieszego przez rowerzystę.
Przy całej mojej sympatii do jednośladów trudno nie zauważyć, że część osób przejeżdża ten odcinek zdecydowanie zbyt szybko. Bez dostosowania prędkości, bez dzwonka, bez zwykłego „przepraszam” - które często wystarczyłoby, żeby spokojnie minąć pieszych.
Ciąg pieszo-rowerowy to nie dedykowana droga rowerowa. To rowerzysta ma obowiązek ustąpić pierwszeństwa i dostosować sposób jazdy do miejsca, które współdzieli z innymi.
Sam lubię jechać tam szybciej, kiedy jest pusto. Niestety, jest tam stosunkowo wąsko jak na ciąg pieszo-rowerowy, a w ciepłe dni ruch pieszych i rowerzystów jest duży.
Czy dałoby się ten kawałek miasta rozwiązać lepiej? Pytanie zostawiam otwarte. Ten fragment jest mało wygodny dla obu stron, a jego przebudowa oznaczałaby sporą ingerencję w przestrzeń śródmieścia (wypłaszczenie schodów obok?).
Ale dopóki wygląda tak jak dziś, pozostaje po prostu odrobina kultury i hamulce — ten fragment nie jest aż tak długi.
Paczkomat w wersji „premium”: z kompletem pstrokatych reklam.
Na zabytkowej starówce każda reklama w przestrzeni publicznej wyamga akceptacji Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków (realia jakie są, wiemy).
Pytanie - czy dotyczy to również paczkomatów (™, oraz innych automatów paczkowych)?
Bo jeśli tak — to czy “naturalna” wersja paczkomat™u jest lepszym rozwiązaniem niż oklejona reklamami?
A może warto się zastanowić, czy na terenach objętych ochroną konserwatorską nie powinno się regulować także wyglądu automatów paczkowych (w tym paczkomatów™). Choćby po to, żeby w historycznej przestrzeni miały spójne, estetyczne wizuale zamiast przypadkowej mozaiki reklam.
Nawet jeśli kiedyś uporamy się z chaosem reklamowym w mieście, takie widoki jak na zdjęciu i tak mogą wracać.
Plakatów wyborczych nie zdelegalizujemy — ale możemy uregulować ich nośniki.
Uchwała krajobrazowa nie daje samorządowi pełnej możliwości usunięcia materiałów wyborczych, bo ich rozmieszczanie reguluje Kodeks wyborczy.
Może natomiast określać zasady dla samych nośników reklamowych — konstrukcji, na których te materiały się pojawiają — o ile mieszczą się w definicji reklamy z ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.
Bo jeśli w przestrzeni miejskiej nie ma miejsca na wielkoformatowe nośniki reklamowe, to siłą rzeczy nie ma też gdzie wieszać wielkoformatowych plakatów wyborczych.
Kiedy już doczekamy się uchwały krajobrazowej w Gliwicach, mam nadzieję że reklamy (i materiały wyborcze) wielkoformatowe znikną na zawsze.
vide: Kraków - https://zdmk.krakow.pl/nasze-dzialania/materialy-wyborcze-w-kontekscie-przepisow-uchwaly-krajobrazowej-2/
#gliwice #ladprzestrzenny #uchwalakrajobrazowa
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl
Złożyłem do urzędu miasta petycję z jednym milionem podpisów.
No, może nie z milionem, ale z jednym. Trudno mi powstrzymać sarkazm, kiedy widzę absurd jakim jest brak jakiegokolwiek opisu listy poparcia dołączanej do petycji publikowanych w BIP.
Mógłbym wziąć kartkę, napisać milion razy „Tomasz Nowak”, dołączyć ją do pisma i później ogłosić, że złożyłem petycję popartą przez milion osób. Z tego, co pisali radni, Rada Miasta nie ma realnych narzędzi do weryfikowania takich list poparcia.
Może więc pierwszym krokiem byłby po prostu sensowny, ale suchy opis załącznika?
Nie chodzi o publikowanie danych osobowych. Wiem, że RODO - nie ma powodu, żeby każdy mógł przeglądać podpisy mieszkańców w BIP. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przy skanie petycji pojawiał się zwykły opis: co to za lista i czego dotyczy.
Przykładowo:
— czy lista była odręczna czy wydrukowana z e-petycji
— jakie dane zawierała (np. imię, nazwisko, adres, e-mail, podpis)
— ile podpisów tam się znajdowało
Mym skromnym zdaniem takie informacje mogłyby okazać się przydatne, a nawet możnaby się zastanowić nad ich rozbudowaniem. Przykładowo, jeśli petycja dotyczy konkretnej ulicy, a podpisy pochodzą również spoza miasta, taka informacja mogłaby okazać się kluczowa.
"Nie ma znaczenia czy złożona petycja ma jeden czy tysiąc podpisów" - mówiła jeszcze niedawno jedna z radnych. To prawda, z prawnego punktu widzenia nie ma, ale jakakolwiek informacja w BIPie o złożonych podpisach mogłaby mieszkańcom dać szerszy kontekst tego, czy petycja ma realne wsparcie społeczne.
Nie znalazłem informacji, żeby taki opis załączników był prawnie niemożliwy do wdrożenia. Dlatego liczę, że Rada Miasta pochyli się nad tym pomysłem (bo petycję złożyłem na serio).
Osoby prowadzące lokalne gastro chcą lepszej Starówki. Chwalebne.
Złożona została petycja o obniżenie stawek za ogródki gastronomiczne, co według przedsiębiorców ma pozytywnie wpłynąć na wizerunek Starówki. Być może niższe opłaty miałyby pozwolić przeznaczyć więcej środków na estetykę samych ogródków?
Patrząc na to, że po zakończeniu sezonu miejsca po ogródkach bardzo szybko zamieniają się w nielegalne parkingi, kierunek może być sensowny - możemy obniżone stawki odbijać sobie w mandatach za nielegalne parkowanie.
Pójdę krok dalej — zawnioskowałbym o obniżone stawki za szyldy i potykacze pod warunkiem zachowania wizualnej spójności i podporządkowania ich zapisom uchwały krajobrazowej.
Co mówicie? Nie ma jeszcze takiej uchwały? Może więc jest to propozycja na kolejną petycję dla osób prowadzących biznes na Starówce?
Pomysłów na petycje dla biznesów mam kilka, przykładowo jeśli chodzi o respektowanie zasad ograniczonego ruchu samochodowego i nielegalne parkowania. Na tym też powinno biznesom zależeć, na dzień dzisiejszy te zasady są nagminnie łamane.
Ale to wszystko oczywiście jeśli biznesom faktycznie zależy na (cytuję):
(…)
👉Zwiększeniu atrakcyjności centrum miasta oraz jego ożywieniu
👉Przyciągnięciu do centrum miasta mieszkańców oraz turystów
👉Dodatkowym przychodom dla lokalnej gospodarki
👉Upiększeniu wizerunku miasta
Dodaję do backlogu mojej miejsko-urbanistyczno-aktywistcznej biblioteczki polecenia - jeśli macie konta, blogi, książki, filmy o tematyce aktywizmu miejskiego, dobrej urbanistyki i temu podobnych - chętnie przyjmę takie!
“Krążę wokół Rynku w poszukiwaniu parkingu”. Ja też! I mam nawet statystyki jak to u mnie wygląda.
Na przestrzeni kilku tygodni w 2025 r. dokumentowałem każde moje parkowanie na gliwickiej starówce. Ani razu nie korzystałem z parkingów piętrowych czy większych parkingów miejskich.
Nanosiłem każde parkowanie na mapę, sprawdzałem dystans do domu (spacerem, nie w linii prostej) oraz czas dojścia. Dni i godziny były różne, najczęściej były to weekendy.
Dane prezentują się następująco:
- Liczba parkowań: 𝟯𝟵
- W miejscach niedozwolonych: 𝟬
- Średni czas szukania miejsca (od mojej kamienicy): 𝟭 𝗺𝗶𝗻 𝟭𝟴 𝘀
- Najdłuższe poszukiwanie miejsca: 𝟲 𝗺𝗶𝗻 𝟯𝟰 𝘀
- Średni czas dojścia do domu: 𝟮 𝗺𝗶𝗻
- Najdłuższy czas dojścia do domu: 𝟳 𝗺𝗶𝗻
- Średni dystans od domu: 𝟭𝟱𝟬 𝗺
- Najdalszy dystans do domu: 𝟱𝟬𝟬 𝗺
Uwaga: Nie "jeżdżę w kółko" szukając miesca, a realnie go szukam.
Oczywiście, metoda naukowa pozostawia wiele do życzenia i trzeba wziąć poprawkę na to, że znam dokładnie lokalizacje miejsc w ścisłym centrum. Jednak znać je może każdy, jeśli tylko będzie chcieć.
Chętnie eksperyment powtórzę. Może tym razem wyłącznie w godzinach szczytu? Albo same weekendy? Może sprawdzę obłożenie parkingów podczas godzin zapchanej starówki? Może przewodnik wideo “jak szukać parkingu w centrum”?
Pojazd na starówce to nie zawsze problem. Problem zaczyna się wtedy, gdy zaczyna być go słychać kilka ulic dalej.
Coraz więcej miast zaczyna traktować hałas komunikacyjny poważnie: pojawiają się pomysły fotoradarów akustycznych, rozszerzania uchwał antyhałasowych, a nawet ograniczeń wjazdu dla części pojazdów do centrów:
- 20 tysięcy osób w Warszawie podpisało się pod petycją o wprowadzenie fotoradarów akustycznych
- w Radomiu mieszkańcy domagają się ograniczenia wjazdu motocykli do centrum
- w Gdyni pojawił się pomysł zakazu wjazdu motocykli do śródmieścia
- w Krakowie obowiązuje już uchwała antyhałasowa, a miasto pracuje nad jej rozszerzeniem także na pojazdy
Kierunek jest dobry — ale skupianie się wyłącznie na motocyklach to za mało.
W praktyce problem hałasu w mieście generują również samochody — szczególnie te z celowo zmodyfikowanymi wydechami, ale też zwyczajnie fabrycznie głośne silniki, które bez potrzeby są wrzucane na wysokie obroty.
Pojazdy mają homologację. Przechodzą przeglądy techniczne. A norm hałasu nikt realnie nie sprawdza.
Można rozumieć zamiłowanie do dźwięku silnika — choć nie każdy je podziela. Tylko że miasto to nie tor wyścigowy i naprawdę nikomu z przechodniów nie imponuje ryk silnika.
Są lepsze miejsca na szybką i głośną jazdę niż starówka, a już na pewno lepsze niż ulice zamknięte dla ruchu.
Źródła:
- https://instytutsprawobywatelskich.pl/radom-ryk-silnikow-mieszkancy-i-cicha-noc-srodmiescia/
- https://motoryzacja.interia.pl/wiadomosci/news-koniec-z-glosnymi-wydechami-aktywisci-chca-nowych-radarow,nId,22605161
- https://www.rp.pl/samorzad/art41914311-krakow-walczy-z-nocnym-halasem-uchwala-antyhalasowa-rady-miasta-weszla-w-zycie
- https://motoryzacja.interia.pl/jednoslady/motocykle/news-zero-tolerancji-dla-halasujacych-motocyklistow-gdynia-podejm,nId,21321468
Światła awaryjne to nie peleryna-niewidka. A coraz częściej są używane dokładnie w tym celu — do parkowania gdziekolwiek.
Zatrzymanie sprawnego pojazdu w niedozwolonym miejscu to podwójne wykroczenie: nadużycie świateł awaryjnych i złamanie zakazu zatrzymania.
Za pierwsze grozi 100–300 zł.
Za drugie — kolejne 100–300 zł.
A jeśli dodatkowo utrudniasz ruch, mandat może wynieść nawet 500 zł.
Problem w tym, że wielu kierowców traktuje światła awaryjne jak pelerynę-niewidkę: włączam — i auta nie ma. Albo: włączam — to znaczy „przepraszam”, więc mogę iść załatwiać swoje sprawy.
Tyle że auto nie znika. Wręcz przeciwnie — widzę je jeszcze wyraźniej.
Oczywiście zdarzają się sytuacje awaryjne. Ale awarią nie jest pójście do apteki (patrz: ul. Górnych Wałów) ani szybki skok do paczkomatu (patrz: ul. Kozielska przy pajączku).
Kierowca najczęściej mandatu nie dostaje, a przeprosin i tak nikt nie słyszy.
Większość uliczek na gliwickiej starówce tętni życiem.
Jeśli pod „tętno” zaliczyć także ruch samochodowy i (dzikie) parkowanie — to właściwie przez cały rok, nie tylko latem.
Są jednak miejsca, które jakby wypadły z planu. Nie ma tam wyznaczonych miejsc parkingowych, nie ma ogródków kawiarni. W praktyce pojawia się tylko dziki parking w godzinach szczytu.
A szkoda, bo tuż obok jest mały ryneczek, sklepy i sporo ruchu pieszego. To mogłaby być po prostu dobra przestrzeń: kilka ławek, trochę zieleni, miejsce żeby na chwilę usiąść.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w budżecie obywatelskim na 2027 rok zawalczymy o małą architekturę w tych miejscach.
Czasem naprawdę niewiele trzeba, żeby przestrzeń zaczęła żyć inaczej.
Spójrzcie na to cudowne zestawienie.
Gliwiccy przedsiębiorcy z branży gastro złożyli petycję o obniżenie stawek za ogródki ("Petycję w interesie publicznym", tak ma w tytule)
Czy ktoś z lokalnych przedstawicieli gastro albo osób obeznanych w temacie może wyjaśnić co to znaczy, że "praktycznie" w Gliwicach koszt ogródka to "około" 1 zł za m2 za dzień?
Oraz dlaczego w tabeli wszystkie miasta mają podane stawki w przedziale, a w Gliwicach są to jakieś enigmatyczne "realne" opłaty "według" przedsiębiorców... ?
Źródło: https://bip.gliwice.eu/storage/petycje-bpm/bpm152-23-2026.pdf
Niedługo minie 5 lat, odkąd portal @24gliwice opublikował mój list apelujący o mądrzejsze rozwiązanie ograniczenia wjazdu do strefy ograniczonej dostępności na starówce.
Od tamtego czasu kilka rzeczy się zmieniło:
- poprawiono oznaczenia na znakach - usunięto informację od kiedy znaki obowiązują (podczas łamania zakazu kierowcy twierdzili, że źle odczytali datę)
- napiętych sytuacji między kierowcami a przechodniami jest mniej (przyzwyczailiśmy się do łamania prawa albo boimy się konfrontacji z kierowcami)
- strażnicy miejscy przestali pilnować wjazdu na ulicę (co było rozwiązaniem absurdalnym, ale działało)
Poza tym – niewiele więcej. Zakazy ruchu (nie wspominając już o zakazach parkowania) są nagminnie łamane, pomimo tego że w innych miastach (choćby w niedalekim Rybniku) wprowadzono skuteczniejsze rozwiązania – choćby powszechnie obowiązujący mechanizm chowających się słupków w ziemi.
W GBO 2025 zgłoszony był projekt automatycznego odczytywania numerów rejestracyjnych z tablic samochodów i zdalnej kontroli pojazdów wjeżdżających na zamknięte uliczki. Projekt został odrzucony z powodu niemożliwości realizacji w rok. Odrzucony z GBO i… wyrzucony do kosza, na to wygląda?
Nawiasem: Czy w związku z wprowadzeniem Strefy Ograniczonej Dostępności upadły biznesy? Wzrosła przestępczość? Starówka się wyludniła? Bo to wieszczono w petycjach, które były kierowane do ówczesnej władzy.
Źródła:
- [https://www.24gliwice.pl/wiadomosci/kwestia-czasu-i-dojdzie-tu-do-rekoczynow-problem-ignorowania-znakow-da-sie-rozwiazac/](https://www.24gliwice.pl/wiadomosci/kwestia-czasu-i-dojdzie-tu-do-rekoczynow-problem-ignorowania-znakow-da-sie-rozwiazac/)
- [https://decydujmyrazem.gliwice.pl/we/service.php?DATABASE=1&IDSERVICE=3100&IDMODULE=3100&IDTOOLS=520&IDRUN=40&IDBAZA=1400152554&IDWPIS=1400159443&IDCONFIG=1400011543&IDTEMPLATE=1400031665&CODE=bfcfe64486dab9ef900cf80bc2ac388e](https://decydujmyrazem.gliwice.pl/we/service.php?DATABASE=1&IDSERVICE=3100&IDMODULE=3100&IDTOOLS=520&IDRUN=40&IDBAZA=1400152554&IDWPIS=1400159443&IDCONFIG=1400011543&IDTEMPLATE=1400031665&CODE=bfcfe64486dab9ef900cf80bc2ac388e)
Czy parkowanie w strefach płatnego parkowania jest drogie? To zależy czy parkujesz na miejscu do tego przeznaczonym, czy poza nim. Ta druga opcja jest tańsza.
Jednorazowa opłata 100 zł za nielimitowany postój gdziekolwiek (pod warunkiem, że nie utrudniasz ruchu) to chyba dobra promka?
W myśl zasady ne bis in idem - nie można ukarać kierowcy dwa razy za to samo, więc wystarczy zapłacić jeden mandat o wysokości 100 zł, wsadzić za szybę i nie ruszać pojazdu przez dowolną ilość czasu.
Brzmi absurdalnie, ale dokładnie na tym polegał happening Szymona Nieradki z 2024 roku (link poniżej). Samochód stał przez kilka dni na Placu Pięciu Rogów w Warszawie - nietykalny.
Przepisy dotyczące parkowania są niespójne, rzadko aktualizowane i w połączeniu z zasadami działania Strefy Płatnego Parkowania tworzą sytuacje, które de facto sprzyjają obchodzeniu prawa.
Pocieszające jest tylko to, że zdecydowana większość kierowców chce parkować legalnie, w miejscach do tego przeznaczonych. Niestety świadomość niewielkiej szansy na mandat i przede wszystkim jego śmiesznie niska wysokość sprawia, że auta zostawiane gdziekolwiek stały się normą.
fot. Szymon Nieradka
Na czoło se przylep.
Ciekawe, czy gdybym zaczął po mieście rozklejać wlepki z logo miejskich spółek — PRUiM, ZBM albo PKM — zawierające nienawistne hasła wobec określonych grup, to czy zwróciłoby to uwagę kogokolwiek w magistracie. Czy są wśród nas jacyś ultrasi MZUKu?
Trochę wzruszam ramionami i mówię, że to walka z wiatrakami, bo środowisko pseudokibiców jest zbyt liczne i trudne do opanowania, a kluby sportowe od lat przymykają oko na to, co robią ich bardziej radykalni fani (w skali kibolstwa, wlepy są na samym dole skali radykalności). A i sam nieraz w życiu wlepę przykleiłem.
Nie zmienia to jednego: rasistowskie, ksenofobiczne i homofobiczne hasła w przestrzeni publicznej są sygnowane logo miejskiej spółki, a magistrat (ani klub) niewiele z tym robi.
Kilka lat temu Gliwice włączyły się w akcję pod hasłem “Wykopmy rasizm ze stadionów”. Szkoda tylko, że został wykopany prosto na ulice.
Wszystkich wlep nie usuniemy, ale miło byłoby mieszkać w miejscu, które nie daje cichego przyzwolenia na tego typu działania i ideologie.
Wiceprezydent odpowiedzialny za sprawy społeczne otrzymał ode mnie zapytanie w tej sprawie. Jestem ciekawy, jakie działania miasto faktycznie podejmowało w ostatnich latach, żeby ograniczyć obecność takich treści w przestrzeni publicznej.
Zwracacie uwagę, jak umieszczane są karty parkingowe dla osób z niepełnosprawnościami?
Podejrzanie często zdarza się, że akurat data ważności i numer identyfikacyjny „przypadkiem” chowają się za szybą.
Hologram jeszcze o niczym nie świadczy. Swojego czasu bez problemu można było kupić używane karty „kolekcjonerskie”. Czasem takie karty zostają w rodzinie po upływie ważności.
Brak hologramu oczywiście dyskwalifikuje autentyczność karty — ale sama jego obecność nie daje jeszcze gwarancji autentyczności.
Nie mam czasu ani energii, żeby zgłaszać każde nieprawidłowe parkowanie w mieście. To robota na pełen etat. Ale podszywanie się pod osoby z niepełnosprawnością to zupełnie inna liga.
Możesz w czasie rzeczywistym sprawdzić, gdzie są wolne miejsca parkingowe w Gliwicach - i to nie jest żart.
Przy okazji dyskusji o dofinansowaniu do ITS (Intelligent Transport System - inteligentnym systemie transportowym) warto przypomnieć, czym już dziś jest platforma http://its.gliwice.eu/ i co faktycznie pokazuje:
– obłożenie parkingów miejskich (tych wyposażonych w czujniki — nie obejmuje zwykłych miejsc przy ulicy)
– treści wyświetlane na tablicach drogowych
– aktualną pozycję autobusów komunikacji miejskiej
– natężenie ruchu
Dane są. I działają.
Problem w tym, że sama platforma jest toporna i średnio wygodna na telefonie — a to właśnie tam powinna być używana najczęściej.
Mieszkańcy de facto mają dziś do dyspozycji trzy różne aplikacje miejskie (ITS, GAMA, GKM). Aż prosi się o jedną, prostą aplikację z najważniejszymi funkcjami.
Technologia już jest, teraz trzeba ją po prostu dobrze podać. Ale to już temat na inny dzień.
Byłem przeciwny budowie kolejnego parkingu wielopoziomowego w Śródmieściu. Na tym etapie jednak mam po prostu nadzieję, że spełni swoją funkcję — i nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto.
Kierowcy i turyści regularnie mówią o braku miejsc na Starówce. Stąd pomysł budowy kolejnych parkingów. Tylko co miałoby ich przekonać do korzystania z nowego parkingu przy ul. Siemińskiego?
Na mapie: czasy dojścia z dwóch parkingów — istniejącego przy ul. Dunikowskiego i planowanego. Nowy parking nie będzie bliżej Rynku. Wręcz przeciwnie — trzeba będzie iść jeszcze kilka minut dłużej - choć przyjemniejszą drogą. Ale skoro bliższy parking już dziś nie rozwiązuje problemu, to dlaczego dalszy miałby?
Druga kwestia to cena. W weekendy parkowanie w mieście kosztuje… 0 zł. Trudno konkurować z darmowym. Dla porównania: parking przy Dunikowskiego to 7 zł za godzinę.
Jeśli parkingi piętrowe mają działać, coś się musi zmienić:
- ceny parkowania na Starówce muszą pójść w górę
- parkowanie na Starówce w weekendy musi być płatne
- sensowne abonamenty dla mieszkańców śródmieścia na parkingach piętrowych
– realna zachęta do zostawienia auta dalej poprzez konsekwentne karanie, a nie społeczne przyzwolenie
Bez tego nowy parking będzie tylko utopioną inwestycją.
Jedziesz samochodem, nie masz gdzie zaparkować, gdzie staniesz prędzej:
Czy wiesz, że jeśli mieszkasz w Strefie Ograniczonego Dostępu dla samochodów na Starówce, to w ramach abonamentu parkingowego przysługiwało Ci miejsce na parkingu piętrowym?
Niewielu o tym wie, bo trudno było znaleźć tę informację na stronach ZDM albo operatora SPP. Być może dlatego kilka lat temu zainteresowanie takim rozwiązaniem było… zerowe.
To oczywiście nie parking pod domem, ale jeśli dystans Ci nie przeszkadza, być może od czasu do czasu zostawisz tam auto. Ja wykorzystałbym takie miejsce na czas wylotu na wakacje albo w trakcie zapowiadanych śnieżyc czy gradobić, które w dzisiejszym klimacie brzmią coraz mniej absurdalnie.
Otrzymałem informację od ZDM, że obecnie nie jest planowany powrót do podobnego rozwiązania, ale zastanawiam się, czy zbadanie takiej potrzeby wśród osób mieszkających w Strefie Ograniczonego Dostępu nie byłoby dobrym pomysłem - i z tym pytaniem zostawiam magistrat.
Wizę turystyczną do Australii załatwia się w kilka godzin.
Pozwolenie na postawienie worka typu big bag w pasie drogowym — kilka tygodni.
I nie chodzi o to, że uproszczenie procesu magicznie rozwiąże problem porzuconych worków czy kontenerów bez zezwoleń.
Ale trudno nie zauważyć, że sama procedura jest zwyczajnie czasochłonna i niepotrzebnie skomplikowana.
Pobranie mapy, nanoszenie lokalizacji, złożenie wniosku, opłaty.
A mówimy o tej samej procedurze „zajęcia pasa drogowego”, która obowiązuje zarówno dla dużych inwestycji, jak i pojedynczego worka z gruzem na krótki czas remontu.
Może dla krótkotrwałych zajęć — typu big bag na 24–48 godzin — wystarczyłoby proste zgłoszenie przez formularz? Z lokalizacją, kontaktem i zdjęciem — dokładnie tak, jak działa dziś „Zgłoś Usterkę” w Gliwickiej Karcie Mieszkańca?
Warunek jest jeden: egzekwowanie terminów.
Bo uproszczenie procesu ma sens tylko wtedy, gdy równie sprawnie działa kontrola.
Na zdjęciu bałgan, który wzorowo zniknął w ciągu dwóch dni.
Jeszcze w temacie dyskusji o pierwszej godzinie parkowania gratis.
Nie wiem jakie analizy i prace trwają nad tym pomysłem, ale analizy i prace już trwały, oto część konkretnych rekomendacji dla Gliwic:
1. "Co do zasady **w cenniku nie przewidujemy darmowego czasu parkowania** – takie działanie wiąże się z potencjalnie dużymi stratami finansowymi dla miasta, przy jednoczesnym braku wyraźnych korzyści dla osób parkujących, a także może generować problemy w rozliczaniu i zachęcać do podróżowania samochodem nawet na bardzo krótkie dystanse, łatwe do pokonania pieszo. **Minimalny czas, za który można zapłacić to 30 minut, powyżej tego stosujemy naliczanie minutowe**."
2. "W większości miast zaproponowano funkcjonowanie strefy przez 8 godzin dziennie, z wyjątkiem Gliwic, gdzie **zaleca się wydłużenie tego czasu do 10 godzin**. W dwóch miastach – Gliwicach i Tychach **rekomendujemy utworzenie śródmiejskiej strefy płatnego parkowania działającej w soboty.**"
3. "Podstawowym elementem SPP jest **zabezpieczenie interesów mieszkańców obszaru objętego strefą płatnego parkowania**. Jako zespół rekomendujemy, aby abonament mieszkańca strefy miał charakter symboliczny:
- strefa B - 10 złotych miesięcznie;
- strefa A (z możliwością parkowania również w B) - 20 złotych miesięcznie;"
źródło: SPÓJNA POLITYKA PARKINGOWA MIAST GZM - Podsumowanie badań i rekomendacje dotyczące kształtu stref płatnego parkowania, Metropolitalny Zespół ds. Spójnej Polityki parkingowej, 2024