Trochę zdjęć naszych podopiecznych
Katowicki Dom Tymczasowy
Dom Tymczasowy dla zwierząt w Katowicach, działający nieprzerwanie od 2013 roku.
Zrzutka: https://zrzutka.pl/4eecjy
#animals #zwierzeta #domTymczasowy #Katowice #dogs #cats #pigeons
#Introduction
Katowicki Dom Tymczasowy stawia pierwsze kroki na Fedi!
Katowicki Dom Tymczasowy powstał w 2013 roku.
Początkowo w małej kawalerce z piecem kaflowym, na którym uwielbiały leżeć koty. Zaczęły pojawiać się kolejne zwierzęta - gryzonie wyciągane po testach z laboratoriów, psy znajdowane na festiwalach i podrzucane na podwórko naszej kamienicy, kociaki rodzące się w bramach i piwnicach w centrum Katowic.
Po roku kawalerka przestała wystarczać i razem z prawie 20 kotami, 4 psami, szynszylami, świnkami morskimi, szczurami i królikami przenieśliśmy się do własnego mieszkania.
Mieszkania, które od samego początku było dla zwierząt, przystosowane do ich potrzeb i służące ich ratowaniu.
Tak jest do dzisiaj, chociaż zakres naszego działania przez lata nieco się zmienił. Wiele kotów zostało z nami dożywotnio, ze względu na problemy zdrowotne, wiek lub trudny charakter.
Zamiast gryzoni zaczęliśmy leczyć gołębie, równie nielubiane co szczury. Wiele z nich udaje się wypuścić na wolność, innym szukamy dożywotnich wolier. Nasze koty potrzebują coraz więcej opieki i leczenia, większość z nich ma ponad 10 lat.
Aktualnie przebywa u nas 8 kotów, 2 psy oraz gołębie, w ciągle zmieniającej się liczbie. Ostatnio pomogliśmy dwóm kotom z Ukrainy i musimy zapewnić im wizyty u weterynarzy specjalistów i pełną diagnostykę ze wzgledu na niedowład tylnych łapek, prawdopodobnie po postrzale, i uszkodzenie rogówki. Jeden z psów ostatnio przeszedł skomplikowaną operacje w związku z zerwanym więzadłem, drugi pies choruje na padaczkę. Dwa koty mają niewydolność trzustki, dwa są nosicielami wirusa FIV obniżającego odporność, jeden do tego nie ma oka.
#dogsofMastodon #catsofmastodon #dogs #cats #Katowice #domTymczasowy
Z radością ogłaszamy, że po prawie półrocznej walce o sprawność łapki, wygraliśmy!
Ten kawaler parę miesięcy temu skoczył tak pechowo, że zerwał sobie więzadła w tylnej łapce. Przeszedł operację u wspaniałego chirurga (możemy polecić), miał przeciętą i umocowaną w innym położeniu za pomocą płytki i śrub kość.
Rehabilitacja była długa ze względu na wiek kawalera (12 lat), oraz choroby towarzyszące (tarczyca i alergia).
Dalej musi brać suplementy i brykać ostrożnie, ale po wczorajszym RTG w końcu dostaliśmy informację, że to koniec wizyt w lecznicy. Koszty wyniosły koło 8 tysięcy złotych, ale najważniejsze, że Maksymilian odzyskał sprawność.
Po niezbyt przespanej nocy (jeden kot chciał wyjść z klatki, gdzie został zamknięty, bo musiał być na czczo, a drugi chciał do niej wejść, bo tam zawsze dostaje karmę) wstaję i zaczynam poranny obchód.
Młody gołąb z rzęsistkiem przywieziony wczoraj wieczorem żyje, to najważniejsze. Kroplówka i leki zadziałały. Podaję kolejne, karmię go sondą, podobnie jak Krokusa, który od kilku dni też nie dojada. Podaję leki kotom, psom, idę z nimi na poranny spacer. Zakrapiam oko Manulowi, pakuję Mroczną Panią do transportera i jedziemy do lecznicy.
Na godzinnej wizycie ma pobieraną krew, robione usg i ustalane leczenie. Ma 14 lat i zapalenie okrężnicy. Płacimy 737 zł.
Ledwo weszłam do domu dostaję wiadomość - w okolicy Spodka jest mocno krwawiący gołąb, schował się pod autem, ciężko go złapać. Piszę na gołębiej grupie, może akurat ktoś ma czas. Niestety nikogo nie ma w okolicy, a sprawa jest pilna, bo auto może odjechać i potrącić ptaka. Co zrobić, wsiadam w auto i jadę, uzbrojona w kijek, koc i ziarna. Faktycznie, gołąb dalej tam jest. Niestety podlatuje i ucieka.
Po kilkunastu minutach udaje się zapędzić go w zaułek i złapać. Ma ranę pod ogonem, mocno krwawi. Pewnie po ataku drapieżnika. Wracam do domu, podaję mu środki przeciwbólowe i szukam jaki ptasi weterynarz ma dyżur, bo ranę trzeba zszyć. Znajduję w Zabrzu, więc znowu w trasę. Korzystam z okazji, że obok jest apteka i idę kupić kroplówki dla Pana Kota i nowe leki dla Mrocznej Pani oraz zapas strzykawek. Płacę 144 zł.
Po powrocie zerkam na zrzutkę. Jest do wypłaty 300 zł. Dzięki temu mogę zamówić karmę weterynaryjną, suchą i mokrą.
Zaczynam wieczorny obchód, karmienie, podawanie leków, kroplówki. Sprzątam 4 klatki gołębi i dwie dla kotów.
Planuję na jutro przycięcie i pielęgnację sierści dwóch kotów i psa, szukanie fundacji z wolierą dla młodego gołębia oraz wycieczkę po krople na kleszcze oraz suplementy na stawy. Jest 22, ciekawe co przyniesie jutro.
#pigeons #pigeonsOfMastodon #golebie
#cats #catsOfMastodon #koty #Katowice #weterynarz #domTymczasowy
Krokus był wczoraj na kontroli.
Dzięki Waszym wpłatom na zrzutkę udało się ją w całości opłacić i kupić leki. Dziękujemy ❤️
Wprowadzamy antybiotyk, ponowne odrobaczenie, dezynfekację klatki i kolejna kontrola za dwa tygodnie.
#pigeons #pigeonsOFMastodon #golebie #Katowice #domTymczasowy
Ostatnio dużo się mówi o patoschroniskach, fundacjach, wiecznych zbiórkach i wyłudzaniu pieniędzy na zwierzęta jako alternatywy do uczciwej pracy na etacie. My nie prowadzimy wielu zbiórek. Mamy jedną główną i czasem okazyjne na leczenie konkretnego zwierzaka. Są to zbiórki głównie na opiekę weterynaryjną, której koszty są naprawdę ogromne. A chcemy zapewnić naszym podopiecznym najlepszych specjalistów. Z wpłat udaje się pokryć 10, może 20 % tych kosztów. Resztę płacimy sami. Tak samo jak z prywatnych pieniędzy kupujemy karmy, żwirki, leki itp.
Zebrałam rachunki za samych weterynarzy, tylko z marca i kwietnia. Wyszło ponad 3 tysiące zł. Były to m.in. badania echa serca i krwi Maksymiliana po jego zapaści i odratowaniu go cudem (prawdopodobnie uczulił się na lek usypiający, który miał podawany do rtg), jego kolejna kontrola ortopedyczna i zdjęcie rtg, liczne wizyty okulistyczne dla Manula, kontynuacja leczenia Pana Kota, rozpoczęcie leczenia Mrocznej Pani oraz leczenie i amputacja łapki Krokusa.
Szczerze mówiąc nie dajemy już rady. Musimy wybierać czyje leczenie jest ważniejsze i pilniejsze. Bardzo potrzebujemy Waszego wsparcia.
Poza wpłatami na zrzutkę, możecie nam też pomóc przekazując 1,5%.
Chętnie napiszemy też jakie dary rzeczowe typu karmy, leki i inne przyjmiemy.
Link do zrzutki: https://zrzutka.pl/4eecjy
Wiecie jak wygląda ofiara hodowcy gołębi? Właśnie tak ⬇️ Poznajcie Krokusa.
Wczoraj jadąc autostradą A1, na wysokości Gliwic, zauważyliśmy na pasie awaryjnym gołębia. Zjechaliśmy pierwszym możliwym zjazdem i wróciliśmy w tamto miejscem. Był żywy, ale prawie wcale się nie ruszał. Z oka sączyła się krew. Zauważyliśmy metalową obrączkę z informacjami o ptaku, nie było jednak drugiej, z danymi hodowcy.
W domu z przerażeniem odkryliśmy, że ptak ma związane pióra w lewym skrzydle taśmą izolacyjną by uniemożliwić mu latanie. Nie ma innej opcji jak mógłby się dostać między 6 pasów ruchu a barierę dźwiękoszczelną jak tylko wyrzucenie z auta. Wskakują też na to obrażenia. Oprócz uszkodzenia oka ma też otwarte złamanie łapki (bym może to "wypadek" przy okazji ściągania obrączki ze swoimi danymi).
Pierwszy raz spotykam się z tak wymyślnym sposobem pozbycia się ptaka (choć wiem od innych wolontariuszy, że mieli już takie przypadki). Nie dziwią mnie już teksty o ukręceniu głowy kiedy ktoś dzwoni do hodowcy, że znalazł jego ptaka. Jednak to? Serio porzucić ptaka pod kołami setek aut by konał w męczarniach?
Krokus jest w stanie ciężkim. Podajemy kroplówki i środki przeciwbólowe, ale nie wiemy czy nie ma też obrażeń wewnętrznych. Póki co walczymy.
Jeśli chcecie nam pomóc to założyliśmy zrzutkę na Krokusa. Potrzebujemy dla niego leków, specjalnej karmy Nutri Bird, podkładów i przede wszystkim na dalsze badania i wizyty w lecznicy.
Link do zrzutki: https://zrzutka.pl/ujf3j5
#pigeons #golebie #pigeonsOfMastodon #domTymczasowy #fediHelp #pomoc
Wczoraj był dzień gołębia.
Obchodziliśmy go jak zazwyczaj, w lecznicach. Czekając w kolejce opisałam Wam historie naszych ostatnich skrzydlatych podopiecznych.
Przedwczoraj wieczorem trafił do nas Tofik, młody gołąb z mocnym rzęsistkiem, znaleziony na Muchowcu. Całe jego gardło pokrywają żółte guzy, do tego ma krwotoczne zapalenie układu pokarmowego. Jest w bardzo złym stanie, ale po porannej wizycie w lecznicy jeszcze dajemy mu szansę i walczymy.
Gołąb, z którym wczoraj czekałam na kontrolę, to Kleo, której historię już Wam opisywałam (ta którą goniłam spod auta). Wypadnieta kloaka powodowała silne krwawienie i ptak nie przeżyłby bez pomocy. Dziś ma zdejmowane szwy i mamy nadzieję, że za jakiś czas wróci na wolność.
Przedwczoraj byliśmy tez na interwencji na znajomym osiedlu. Administracja chce zamknąć kolejny strych twierdząc, że nie ma tam piskląt. Na strychu zastaliśmy kilkanaście dorosłych ptaków, 8 piskląt w różnym wieku, od prawie dorosłych do dopiero co wyklutych oraz kilkanaście młodych martwych. Podejrzewamy, że okienka były przez pewien czas zamknięte i ptaki umarły z głodu. Teraz, póki co, udało nam się tego uniknąć. Mamy dokumentację, administracja została powiadomiona, że monitorujemy sytuację i nie mają prawa zamykać okien i usuwać gniazd. Przy okazji sprawdziliśmy też zasłonięty siatką klimatyzator, upewniając się, że przebywający tam ptak nie jest uwięziony.
Tak więc obchody Dnia Gołębia zaliczone! Padam z nóg. Najważniejsze, że Tofik żyje. Może jednak stanie się cud...
#pigeons #pigeonsOfMastodon #domTymczasowy #golebie #mutualaid #zwierzeta #pomoc
